// Prawosławie na pograniczu | Włóczykije.eu

Prawosławie na pograniczu

Wpis z 16 października 2013, wstawiony przez

Ochłonąwszy po puszczańskich wrażeniach, udaliśmy się w dalszą podróż na południe. Rekomendowana trasa Polski Egzotycznej prowadziła obok Piasków (i niestety czasami przez piaski), Wiluków (wilków nie było), przez Wojnówkę i Opakę Dużą, oddaloną raptem o mały kawałek od granicy polsko-białoruskiej.

Krainę mlekiem i wódką płynącą było widać tuż za wystrzyżoną miedzą.

Krainę mlekiem i wódką płynącą było widać tuż za wystrzyżoną miedzą.

Jednak gdy tylko przystanęliśmy na chwilę odpoczynku pod opacką świetlicą, podjechał do nas postrach przemytników: zielony meleks straży granicznej (być może przybyły z pobliskiej miejscowości Biała Straż?). Najwyraźniej widać było, że nasze nieoclone rowery stanowiłyby łakomy kąsek w pobliskim Amielańcu lub innych Viarchovicach. Obeszło się jednak bez incydentów, a nawet bez zajrzenia do wypchanych sakw. Mogliśmy zatem z poczuciem, że ktoś nad nami czuwa, udać się dalej i kontemplować kulturowy kogel-mogel białopolski.

Białej Wieży towarzyszy cerkiew pw. św. Mikołaja Cudotwórcy. Funkcjonuje ona jako aktywny ośrodek wiary bardziej niż zabytek, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że 70% mieszkańców powiatu to prawosławni.

Białej Wieży towarzyszy co najmniej równie okazała cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy. Funkcjonuje ona jako aktywny ośrodek wiary bardziej niż zabytek, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że 70% mieszkańców powiatu to prawosławni.

Za to na cmentarzu Parafii Prawosławnej Wólka Terechowska parę kilometrów na południe od Opaki, pomimo wyraźnej kolorystycznej i wyznaniowej dominanty w postaci prawosławnej kaplicy i krzyża słowiańskiego, wśród grobów przeważa już stylistyka znana chociażby z warszawskich cmentarzy,  w tym głównie krzyże rzymskokatolickie.

Za to na cmentarzu Parafii Prawosławnej Wólka Terechowska, parę kilometrów na południe od Opaki, pomimo wyraźnej kolorystycznej i wyznaniowej dominanty w postaci prawosławnej kaplicy i krzyża słowiańskiego, wśród grobów przeważa już stylistyka znana chociażby z warszawskich cmentarzy, w tym głównie krzyże rzymskokatolickie.

 Nie bez powodu częstym motywem przewijającym się w materiałach informacyjno-promocyjnych miast ściany wschodniej jest ich wielokulturowość: połączenie katolicyzmu, prawosławia i judaizmu. Po części jest to obecnie głównie chwyt marketingowy, ale po części wciąż element żywej tradycji.

Herb gminy Czeremcha nie przedstawia co prawda obu stron granicy, wskazuje jednak na słup graniczny oraz istotną rolę kolei w kształtowaniu tożsamości i gospodarki regionu.

Do Czeremchy dojeżdża obecnie bezpośredni pociąg KM z Warszawy, a nawet z Tłuszcza.

Do Czeremchy dojeżdża obecnie bezpośredni pociąg KM z Warszawy, a nawet z Tłuszcza.

Niedługo powinien zostać zastąpiony nowym nabytkiem KM – czy wpłynie to na stopień identyfikacji mieszkańców z sąsiednim województwem?

Póki co można kontemplować efekt styku różnych tradycji: czy dość siermiężna stylistyka Polski powojennej przytłoczyła bardziej wzniosłe tradycje?

Póki co można kontemplować efekt styku różnych tradycji: czy dość siermiężna stylistyka Polski powojennej przytłoczyła bardziej wzniosłe tradycje?

Z bliska czeremsza cerkiew Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego wygląda okazale, odstając wyraźnie od otoczenia.

Z bliska czeremsza cerkiew Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego wygląda okazale, odstając wyraźnie od otoczenia.

Przylega do niej niewielki sosnowy lasek, w którym można przysiąść na ławce i ewentualnie skorzystać z ujęcia wody do święcenia, jakie można znaleźć przy sporej części cerkwi w okolicy.

Przylega do niej niewielki sosnowy lasek, w którym można przysiąść na ławce i ewentualnie skorzystać z ujęcia wody do święcenia, jakie można znaleźć przy sporej części cerkwi w okolicy.

Jednak cerkiew to bynajmniej nie jedyna atrakcja Czeremchy. Niestety z racji nie zabrania ładowarki, możliwości robienia zdjęć były ograniczone, niemniej spieszymy przedstawić jedno z ujęć z naszego noclegu w Gospodarstwie Gościnnym Rom-Tur Turkiewicz Roman.

Jednak cerkiew to bynajmniej nie jedyna atrakcja Czeremchy. Niestety z racji nie zabrania ładowarki, możliwości robienia zdjęć były ograniczone, niemniej spieszymy przedstawić jedno z ujęć z naszego noclegu w Gospodarstwie Gościnnym Rom-Tur Turkiewicz Roman.

W obszernym ogrodzie, służącym jako pole namiotowe, można podziwiać eksponaty Prywatnej Historycznej Izby Tradycji, Pamięci Regionu i Kolei. Faktycznie zaskakujące jest, jak szybko różne rzeczy, które jeszcze niedawno były przedmiotami codziennego użytku, zaczynają się nadawać do muzeów.

Warto nadmienić, że organizator izby tradycji, gospodarstwa gościnnego i pola namiotowego, Turkiewicz Roman, jest obecnie radnym gminy. Być może zatem tradycje kolejarskie nie odejdą tak szybko w zapomnienie.

Choć w dzień powszedni cerkwie zdają się opuszczone, są bardzo zadbane. Na zdjęciu Cerkiew Opieki Matki Bożej w Zubaczach, kilkanaście kilometrów na południe od Czeremchy.

Choć w dzień powszedni cerkwie zdają się opuszczone, są bardzo zadbane (na zdjęciu Cerkiew Opieki Matki Bożej w Zubaczach, kilkanaście kilometrów na południe od Czeremchy).

Nie dzieje się tak samoistnie. Przy cerkwi na uroczysku spotkaliśmy grono wesołych (choć na początku nieco podejrzliwych) starszych pań ochoczo sprzątających teren położonej na samej granicy z Białorusią stuletniej cerkwi na uroczysku między Tokarami a Koterką.

Nie dzieje się tak samoistnie. W leśnym odludziu spotkaliśmy grono wesołych (choć na początku nieco podejrzliwych) starszych pań ochoczo sprzątających teren położonej na samej granicy z Białorusią stuletniej cerkwi na uroczysku między Tokarami a Koterką.

Niestety nie wszystkie zabytkowe obiekty sakralne równie wytrwale wyszły z wirów historii. Raptem trzy lata po wybudowaniu powyższej cerkwi, podczas pierwszej wojny światowej na Górze Zamkowej w pobliskim Mielniku spłonął po raz ostatni kościół ufundowany jeszcze przez Wielkiego Księcia Witolda.

Niestety nie wszystkie zabytkowe obiekty sakralne równie wytrwale wyszły z wirów historii. Raptem trzy lata po wybudowaniu powyższej cerkwi, podczas pierwszej wojny światowej na Górze Zamkowej w pobliskim Mielniku spłonął po raz ostatni kościół ufundowany jeszcze przez Wielkiego Księcia Witolda.

Osoba śledząca trasę Polski Egzotycznej na mapie może jednak zadać pytanie, skąd wzięliśmy się w dość odległym od granicy Mielniku, skoro trasa wiedzie "drogą leśną, [wieloma - przyp. włócz.] miejscami piaszczystą" do Niemirowa i tamtejszego promu do położonego po drugiej stronie Bugu Gnojna?

Osoba śledząca trasę Polski Egzotycznej na mapie może jednak zadać pytanie, skąd wzięliśmy się w dość odległym od granicy Mielniku, skoro trasa wiedzie „drogą leśną, [wieloma – przyp. włócz.] miejscami piaszczystą” do Niemirowa i tamtejszego promu do położonego po drugiej stronie Bugu Gnojna?

Niestety, pomimo zlokalizowania — przy pomocy wyłapywanych na ulicy i w ogrodach informatorów zastrzegających całkowitą anonimowość — operatora promu oznakowanego jako nieczynny z racji niskiego stanu wody, jak też domu właściciela łodzi, nie udało nam się znaleźć nikogo skorego do przeprawienia nas z rowerami na drugi brzeg. Nauczka na przyszłość – zainwestować w sakwy możliwe do przerobienia w ponton. Nie pozostawało zatem nic innego jak zboczyć z trasy do oddalonego kilkanaście kilometrów Mielnika, a następnie wrócić do Gnojna drugą stroną Bugu.

Choć punkt cumowania napędzanego siłą ludzkich mięśni promu w Mielniku może wydawać się podobny do tego w Niemirowie, jest zdecydowanie trudniejszy do zlokalizowania, nawet po wypytaniu się w lokalnym muzeum i wśród lokalnej klasy próżniaczej (vel pijaczej).

Choć punkt cumowania napędzanego siłą ludzkich mięśni promu w Mielniku może wydawać się podobny do tego w Niemirowie, jest zdecydowanie trudniejszy do zlokalizowania, nawet po wypytaniu się w lokalnym muzeum i wśród lokalnej klasy próżniaczej (vel pijaczej).

Podczas oczekiwania aż promotor (w 100% ludzki) przyciągnie statek na nasz brzeg, podziwialiśmy liczną grupą rowerzystów zaopatrzonych w jeszcze liczniejsze flaszki rozdysponowane pomiędzy koszykami bardzo podobnych rowerów. Modnie ubrana grupa młodych ludzi cierpliwie czekała na możliwość kontynuacji podróży po drugiej stronie, podobnie jak my skorzystawszy z dobrego i nie za drogiego jedzenia w Mielniku. Odpowiedź na pytanie, jak rozwiążą problem potencjalnego pęknięcia tłukliwego bagażu po drugiej stronie, okazała się dość błaha — ograniczyli do minimum ryzyko, ograniczając do minimum mnożnik odległości: celem ich podróży był hotel położony kilkaset metrów za przystanią promu po drugiej stronie rzeki.

Warto przy tym odnotować, że po drugiej stronie rzeki od Mielnika znajduje się już województwo mazowieckie – powiatowi łosickiemu brakuje dosłownie kilku kilometrów do Białorusi. Nasza podróż przekształciła się zatem z lekkiej wycieczki (pomijając (liczne) miejsca piaszczyste) w eskapadę wielowojewódzką: z Podlasia przez Mazowsze po Lubelszczyznę.

aaa

Po drugiej stronie rzeki czekało nas jeszcze dwadzieścia-parę kilometrów podróży przez Borsuki i Stary Bubel do noclegu w Janowie Podlaskim. Niby nic, ale niestety ziemie zabużańskie okazały się faktycznie faliste…

Podziel się z innymi:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz
  • Wykop

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

stat4u