Z wielką ochotą do zamku i pałacu – pociągiem i piechotą

Wbrew ponuremu tonowi poprzedniego wpisu, nasz pobyt w Portugalii – jeśli nie zabrzmiał złotymi zgłoskami, to przynajmniej pozostał w naszej pamięci w postaci pozłacanych liter; jednym z powodów ku temu była Sintra, siedziba różnorakich władców ziem portugalskich od średniowiecza. Przyniosło to ciekawe skutki architektoniczne.

Drugim powodem był fakt, że po Portugalii poruszaliśmy się już nowoczesnymi środkami transportu. Na zdjęciu wspomniany w poprzednim wpisie lizboński dworzec Rossio. Pociągi do Sintry odjeżdżają z drugiego piętra.

Czytaj dalej »

Kategorie: Dziki zachód | Naklejki na walizce: , , | Co o tym sądzisz?

Lisboa, czyli jedziemy tam, gdzie wszyscy

Co roku w okresie ferii zimowych tabuny turystów tłoczą się na podmiejskich lotniskach, by potem (upchnięci w rzędach wąskich foteli jak szprotki w puszce) utyskiwać na niewygodę panującą na pokładach samolotów tanich linii lotniczych. Koniec końców urlopowicze dzielnie znoszą wszystkie niedogodności (ze zdejmowaniem butów podczas kontroli lotniskowej włącznie), by móc na własne oczy zobaczyć kawałek wielkiego świata – Sztokholm, Londyn, Barcelonę, Paryż, Mediolan czy Rzym. Również i my ulegliśmy modzie na zaliczanie kolejnych europejskich metropolii i w styczniu – wraz z zastępem krajan – wsiedliśmy na pokład ryanaira (każde z nas w innym rzędzie, rzecz jasna). Niby nie ma w tym nic złego… Człowiek chce odwiedzić nowe miejsca, poznać nowe zapachy i smaki. Kiedy jednak w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że na ten sam pomysł, co ty, wpadło tysiące innych osób, a nad twoją głową co minutę przelatują samoloty, robi ci się trochę nieswojo i wstyd…

Niebo nad Lizboną

Na lizbońskim niebie o wiele częściej niż ptaki…

Czytaj dalej »

Kategorie: Dziki zachód | Naklejki na walizce: | Co o tym sądzisz?

Na alpejskich wysokościach

Następnego dnia obudziliśmy się o świcie. Zdawało się być chłodniej, nawet Lui opatulił się kocem.

Wyspaliście się? W nocy w ogóle nie chcieliście się ze mną bawić, choć kilkanaście razy zachęcałem. Ludzie…

Wyjrzeliśmy za okno i … Nareszcie! Teraz widzieliśmy Alpy w całej rozciągłości. Czytaj dalej »

Kategorie: Dziki zachód | Naklejki na walizce: , , | Co o tym sądzisz?

Po co ja tu przyjechałam? Czyli mgliście i dżdżyście

Na zewnątrz prawie 30 stopni. Jak dla mnie, o wieeeele za gorąco. Lato się jeszcze na dobre nie zaczęło, a ja już rozmyślam o zimie…  Może jednak trochę przesadzam… Wystarczyłoby, gdyby słupek rtęci za oknem zatrzymał się na 20 stopniach. Marudzę? I tak źle, i tak niedobrze…

Mamy duże zaległości na blogu. Przeglądam zdjęcia z zimowego wyjazdu do Austrii i stąd nostalgia za chłodem i śniegiem. Dzisiejszy wpis będzie o kapryśnej naturze pogody, która rzadko bywa taka, jaka powinna być, czy może raczej taka, jakiej byśmy chcieli.

Ale od początku. Jak już wspominaliśmy w poprzednim wpisie, tuż po świętach Bożego Narodzenia wybraliśmy się do Innsbrucku, by opiekować się dwoma austriackimi kotami – Luim i Syriuszem. Zadanie wydawało się łatwe, a koty słodkie. Przynajmniej na zdjęciach. Jak mieliśmy się przekonać, futrzaki te są tak samo zmienne i humorzaste, jak pogoda.

Czytaj dalej »

Kategorie: Dziki zachód | Naklejki na walizce: , , | Co o tym sądzisz?

Unser Aufenthalt in München

Zdążyła już nadejść wiosna, a my nie zdążyliśmy nawet napisać o zimie… Tuż po świętach nadarzyła się nam okazja, żeby poćwiczyć niemiecki w Austrii – w Innsbrucku. Aby efektywnie wykorzystać czas (i pieniądze) postanowiliśmy wcześniej odwiedzić stolicę Bawarii – Monachium. Czytaj dalej »

Kategorie: Dziki zachód | Naklejki na walizce: | Co o tym sądzisz?

Jak w Tiské stěny wróciło słońce, czyli o ściśle tajnej misji superbohaterów

Pewnego lata nad krajem naszych sąsiadów zawisły ciemne chmury. Mieszkańcy południowo-zachodniej części Wyżyny Dieczyńskiej wpadli w panikę, ponieważ na kilka dni zgasło u nich słońce, świat spowiły gęste mgły i zaczęło padać.

Niemal wszyscy stracili już nadzieję na słoneczne lato. Nikt nie wiedział, co się stało. Na szczęście o całej sprawie usłyszeli supertajni superbohaterowie z Kaczogrodu, którzy postanowili przybyć zdesperowanym sąsiadom na ratunek. (Wszelkie pogłoski o ponadprzeciętnie długich kłach mieszkańców Kaczogrodu i ich zamiłowaniu do krwistych dań należy oczywiście włożyć między bajki, a przynajmniej opowiadania grozy.) Czytaj dalej »

Kategorie: Dziki zachód | Naklejki na walizce: , | Co o tym sądzisz?

Rowerem, łodzią i pociągiem, czyli nad Wigry i z powrotem

Ostatni etap podróży rowerowa trasą Polski Wschodniej wiódł do Wigierskiego Parku Narodowego, gdzie odpoczęliśmy przed powrotem do Warszawy via Suwałki. Od Gruszek do Wigier (tych nad Wigrami) mieliśmy do przejechania kolejne 80 km.

Rowerem przez zygzak

Planowo trasa tego dnia miała być krótsza, jednak postanowiliśmy ją nieco urozmaicić. Jak widać po nazwach okolicznych szlaków, nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł.

Czytaj dalej »

Kategorie: Kresy wschodnie, Polska egzotyczna | Naklejki na walizce: , , | Co o tym sądzisz?

Polska Egzotyczna: meczety, macewy i bunkry

Ósmego dnia, zamiast odpoczywać, wyruszyliśmy w dwudniową podróź klasyczną Trasą Polski Egzotycznej. Wystartowaliśmy z Zubrów przez Sokółkę, a stamtąd dnia kolejnego do Gruszek, by w Mikaszówce wrócić na GreenVelo. Na co natrafiliśmy na trasie?

Oparliśmy się pokusie ucieczki na Białoruś, choć Straż Graniczna wyraźnie podejrzewała, że ruszymy na granicę.

Czytaj dalej »

Kategorie: Kresy wschodnie, Polska egzotyczna | Naklejki na walizce: | Co o tym sądzisz?

Na północ od Edenu: żubry i Zubry

Ostatni odcinek opowieści o rowerowej podróży trasą GreenVelo urwał się przy Edenie. Poniżej ciąg dalszy, czyli podróż przez pozostałości puszczy przy pomocy różnorakich środkach transportu napędzanych siłą ludzkich mięśni, jak też jazda od żubrów do Zubrów.

Wpierw wjechaliśmy w krainę tych pierwszych.

Czytaj dalej »

Kategorie: Kresy wschodnie, Polska egzotyczna | Naklejki na walizce: , | Co o tym sądzisz?

GreenVelo, kontynuacja: Kodeń, Kostomłoty i konie

Poprzedni pokaz polichromatycznych upamiętnień pierwszej pary dni podróży dobiegł końca w Sławatyczach, skąd już niecały dwudziestokilometrowy rzut beretem do Kodnia.

Co prawda trasa GreenVelo skrupulatnie omija główne atrakcje Kodnia, postanowiliśmy jednak zatrzymać się na chwilę przy Sanktuarium Królowej Podlasia (w przewodnikach GreenVelo nie wyjaśniono, czy włada również nad Rowerowym Królestwem Doliny Bugu).

Czytaj dalej »

Kategorie: Kresy wschodnie, Polska egzotyczna | Naklejki na walizce: | Co o tym sądzisz?