Swego czasu państwa byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich kojarzyły się, zgodnie ze swoim położeniem względem pępka świata, ze wschodem. Wschód zaś przywodził na myśl zacofanie, biedę i malarię. No, może to ostatnie nieco rzadziej. Niemniej jednak dopiero Polska była przedpolem do pomostu prowadzącego na opływający luksusami Zachód. (Samym pomostem była oczywiście Niemiecka Republika Demokratyczna.) Spacery po stolicy naszego pierwszego północno-wschodniego sąsiada za Rosją dały okazję do zweryfikowania, na ile Wilno to zabita dechami dziura…
…a na ile zadbane i nowoczesne miasto…
…równocześnie patrzące w przyszłość, jak i dbające o pozostałości przeszłości. Oba te działania powinny przy tym skutkować troską o teraźniejszość, będącą poniekąd wypadkową poprzednich przymiotów przyzwoitego podmiotu polityki lokalnej. Rzućmy zatem paroma oczami na Wilno i oceńmy, na ile zdaje się troszczyć o swą tożsamość, mieszkańców i – holistyczniej rzecz biorąc – siebie samo.
Państwa bałtyckie póki co dotkliwiej niż Polska odczuły kryzys. Przerwał on chociażby (roz)budowę okazałego budynku w tamtejszym centrum finansowo-handlowym, oddzielonym od starówki wartką Wilią. (Na zdjęciu widoczny po lewej, będzie jednak jeszcze okazja przyjrzeć mu się z bliższej perspektywy.) Zresztą w Warszawie, stolicy Polski, niektóre szkielety straszą już znacznie dłużej – i nie tylko przed zbliżającym się Dniem Zadusznym.

Niektórzy Wilnianie twierdzą, że wysyp wieżowców na półwyspie zepsuł panoramę miasta. Czy jednak faktycznie są tak nachalne?
City jako całość niemniej prezentuje się okazale. A zabytkową i nową część miasta łączy przyjazna dla mieszkańców przeprawa. Podobna miała zostać zbudowana w Warszawie, ale jak to zwykle bywa, skończyło się na tym, że powstała w Krakowie. A była szansa, byśmy po piętnastu latach dogonili Litwinów…
Po drugiej stronie rzeki czekają otwarte tereny zielone i ulice z ruchem uspokojonym, gdzie kłębi się masa mieszkańców i turystów. Zresztą zieleń widoczna jest w Wilnie niemal wszędzie. Zarówno na nówce, jak i starówce. I choć nie wszyscy potrafią się cieszyć soczystym jesiennym słońcem i jasnymi kolorami…
…to i na to znaleziono skuteczny i sprawdzony sposób. Zresztą nie trzeba było daleko szukać. Z Litwy na Zakaukazie już nie tak daleko. A słoneczna Syberia wywoła uśmiech na każdych ustach.
Przymuszonym podróżnikom pozostaje przy tym modlić się do Perkunasa, by ich piorun nie trzasnął, i do Laimy, by po drugiej stronie metaforycznych drzwi czekało coś, co poprawi nastrój.

Perkunas, czyli kuzyn Pieruna oraz Laime, czyli litewski Los. Pod speszonym Słońcem i Wiatrami w jednym.
Jednak nawet niepowodzenie takich zabiegów nie powinno martwić. Wystarczy spojrzeć na bogatą ikonografia z końca XX w. n.e. wypełniającą umieszczone na pierwszym piętrze katakumby Uniwersytety Wileńskiego. Przedstawienia przypominają, że przyrządów pomagających polepszyć niepoprawny humor jest plenum.
Nie wnikając w szczegóły, nie widać tu wielu marudnych mord. Niektórzy twierdzą, że nastroje aktywnie naprawia też Wileńsko-Kowneńska Wspólnota Wolnomuarzy Wyzwolonych, nie znaleźliśmy jednak na ich obecność żadnych dowodów. Sama obecność ciekawej architektury nie świadczy jeszcze przecież o obecności spisku masonów. A co dopiero euromasonerii.
Podobnie poszlaki potwierdzające plotki o prawdziwości protokołów mędrców Wilionu były dalekie od przekonywujących.
Nie pozostawało zatem nic innego, jak udanie się do kogoś lepiej zorientowanego w mrocznych machinacjach zglobalizowanego świata. Poszliśmy zatem tropem wskazanym przez znanego Litwina, Adomasa Mickevičiusa, który radził byśmy udali się do sklepu zielarskiego, licząc na to, by
Przyszła kuma, widma stara:
«Wypędź księdza, wypędź klechę,
Bóg i wiara, sen i mara,
Kuma w biedzie ma pociechę,
Kuma stara umie wiele,
Ma kwiat paproć i car-ziele[…]».
Pierwszy trop okazał się błędny. Wkrótce jednak, zażegnawszy drobne nieporozumienia z Frontem Wyzwolenia Konopii, trafiliśmy pod właściwy adres, gdzie też już czekał na nas kosmaty komitet powitalny.
Ale co stało się później to już materia na osobną opowieść, którą postaramy się rozsnuć niebawem. Nie można wszak przesadzać z nadmiarem wrażeniem. Zwłaszcza gdy nadciąga noc zjaw i mar. Wśród mrocznego miauczenia zamykamy zatem dzisiejszy dziwowpis i życzymy zabawy, jakie to drzewiej bywały, gdy niemal tradycją było, że
Jeździec Pannę wpoły ścisnął,
Z oczu i z ust ogniem błysnął,
Rumak ludzkim śmiechem ryknął.
Przeskoczyli cwałem mury,
Biją dzwony, pieją kury.
Nim ksiądz przyszedł na mszę ranną,
Zniknął koń z jeźdzcem i Panną.