Ze względów technicznych nastąpiło lekkie opóźnienie i końcówka kolonijno-karnawałowej opowieści nadawana jest już z z polskiej ziemi. Na szczęście nie ma już dalszych powodów do zwlekania i możemy przytoczyć przykład podbniebnej podróży.
Przemiły pan w punkcie obsługi podróżnych na dworcu Koeln Messe (jak większość napotkanych Niemców odpowiadający po niemiecku na wszelkie wypowiedzi w języku angielskim) doradził nam, by jadąc na podróż z Kolonii do Düsseldorfu zakupić bilet podróżniczy. Pozwala on grupie do pięciu osób jeździć wszystkimi środkami transportu publicznego w obszarze obejmującym kilkadziesiąt miast, od późnego poranka do trzeciej w nocy – i to za cenę niższą niż bilety kolejowe tam i z powrotem dla dwóch osób. Z porady skorzystaliśmy, a by w pełni wykorzystać możliwości oferowane przez taki bilet, starając się podróżować możliwie multimodalnie.

Podróż rozpoczęliśmy ze stacji Koeln Messe. Przyspieszony pociąg piętrowy przewiózł nas szybko do stolicy kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia oraz rejencji Düsseldorf.

Już wysiadając z pociągu na dworcu widać, że miasto stawia na sprawny system komunikacji. Można się przesiąść albo na podziemny tramwaj albo na jedną z licznych linii autobusowych.

Oczywiście można się też przejść piechotą. Bądź skorzystać z nowoczesnych tramwajów naziemnych. Na wąskich deptakach jeżdżą one co kilkadziesiąt sekund, nie przeszkadzając przy tym szczególnie spacerowiczom.

Samochody nie są tu szczególnie przydatne - można je za to zostawiać na stosownie stylizowanych parkingach.

Komunikacja konna wyszła już nieco z mody, być może ze względu na generowane zanieczyszczenia powierzchni jezdnej.

Jednak nasze potrzeby podróżne nie zostały zaspokojone przez ofertę stolicy regionu. Korzystając z zakupionego biletu postanowiliśmy zatem wrócić do Kolonii przez trzystutysięczny Wupperthal, znany ze swojej Schwebebahn.

Tym bardziej, że zostały poprowadzone dokładnie w linii rzeki Wupper, łączącej siedmiu miast zjednoczonych w Wuppertal w 1929 roku. Przecież kolej nie jeździ po wodzie...

...czynnikiem jednoczącym była jednak nie tyle rzeka, co uruchomiona w 1903 roku trzynastokilometrowa trasa kolei podwieszanej. Obecnie kursuje co cztery minuty w szczycie i cieszy się dużą popularnością.
Aby czytelnicy mogli nacieszyć oczy nie tylko statecznymi tenebrystycznymi wizerunkami podwieszanego monoraila, zamieszczamy również ruchomy obrazek ilustrujący, jak podniebny pociąg pokonuje przestrzeń nad ruchliwą drogą i wjeżdża do przebudowanego dworca na poziomie +2 przy lokalnym centrum rozrywki kinematograficznej.