// Nadarzyło się w Nadarzynie | Włóczykije.eu

Nadarzyło się w Nadarzynie

Wpis z 23 lipca 2011, wstawiony przez

Przed podróżą na południowy wschód, czyli w kresowe krainy, odwiedziliśmy dla kontrastu egzotyczny południowy zachód, czyli ziemie nad Utratą, a konkretnie Zimną Wodą, czyli jej dopływem. Choć jak można się domyśleć po nazwie odnogi, nie było to zbyt dalekie południe, pora roku powodowała, że wszystkie żywioły były nader ciepłe. Szalejąca w regionie egzotyczna roślinność wszystkimi liśćmi głosowała za teorią ocieplania się klimatu…

Słońca... Jeszcze więcej słońca...


…choć niektóre starały się lepiej zorientować w sytuacji, szukając bardziej obiektywnego punktu widzenia, trochę się przy tym napuszając…

Na szczyt, choćby po pniach

…a inne skłaniały się do prehistorycznych poglądów. Przodowały w tym paprocie, podobno podzielające poglądy przeważającej części skrzypów.

Powrót do przeszłości

Nieco jednak wyprzedzamy wydarzenia. Wszak przed podróżą w czasie, trzeba było przemieścić się w przestrzeni, a konkretnie do Nadarzyna. Czynu tego dokonaliśmy za pomocą wspominanego już w poprzednich pocztówkach bibicyklu. Polipedałowa podróż nie pochłonęła przesadnej ilości czasu; pokonawszy przestrzeń pozostawało zatem przede wszystkim wypatrzeć podstępnie kryjący się park jurajski…

Czy to aby nie Sarlacc w letniej szacie?

…a następnie przedrzeć się przez porosty, których przyrost przerósł nasze oczekiwania. Niestety, połowa zespołu w tym miejscu zaginęła.

Aby więcej osób nie wpadło w diabelskie doły, trzeba było zejść z roweru.

Jednak, jak się okazało, nie była to ostatnia próba. Do pokonania pozostawała przeprawa nad przerażającą przestworzami przepaścią, której brzegi łączyły jedynie dwie kłody…

Wcale nie jest tak łatwo pokonać taki most na dwurowerze, zwłaszcza samemu.

…pod którymi czyhały przeddziejowe potwory.

Żaba ludojad

Jakimś cudem znalazłem się po drugiej stronie nie straciwszy nawet obuwia. Kiedy jednak ocierałem pot z czoła, po drugiej stronie rwącego potoku na niespodziewanego włóczykija rzuciła się w napadzie furii feeria zieleni!

Nieznośna zieloność bytu

Z każdego zakamarka wypełzały potoki pędów. Najgorsza była krwiożercza koniczyna, atakująca intruzów wirującymi czteropłatowymi ostrzami.

Bezszelestna i bezlitosna

Na szczęście mimo natłoku napastników nie baczących na lejący się gęsto chlorofil, udało się utrzymać pozycję.

Bez wiernych Szybkich Szczypców nie dałbym rady w bitwie.

Odparcie pełzającego pnącza

Pokryty potem, rzepami i oparzeniami po trujących trawach mogłem odetchnąć i rozejrzeć się po podbitej przestrzeni. Choć posłany gęsto trup w pierwszej chwili zasłaniał zdobycze…

Pierwszoplanowi polegli

…po chwili przed podmiotem lirycznym rozpostarła się polana, co prawda pozbawiona jednorożców, ale nie uroku.

Na szczęście poza słońcem znalazł się na niej i cień.

Jednak to nie piękno podstępnej przyrody zaprzątało mi umysł. Gdy podstawowe zagrożenie przeminęło, przypomniał o sobie przewód pokarmowy, pusty od aż za dobrze pamiętnych czasów. Jako że zwierzyna pierzchła z okolic pola bitwy, pozostawało pozbierać, co się da. Na szczęście dało się całkiem dużo i dobrze.

Choć rodzący się mit głosi, że to krople krwi po bitwie, smakują doskonale.

W napadzie głodu spałaszowałem połacie poziomek. Gdy nasycony podniosłem głowę, zostałem zaskoczony widokiem, którego spodziewałem się najmniej. Towarzyszka podróży, pochłonięta przecież przez porosty na samym początku końca podróży, siedziała, ot, opodal!

Czekając na Peugeota

Jak się okazało, została nie tyle pożarta, co popchnięta (wpierw potknąwszy się) intuicją, by wybadać mniej uczęszczany a bardziej nasłoneczniony skrót. Panujące tam promienie słońca położyły już w dużej mierze kres panowaniu zieleni, przez co przedostanie się na drugą stronę nie wymagało zbytniego wysiłku, a wręcz mogło być postrzegane jako odpoczynek.

Trawa płaszczy się przed słońcem i zwierzakiem.

Nie pozostawało nic innego, jak przełknąć dumę, ucieszyć się niespodziewanym zwierzak ex machina, i zasiąść do zasłużonego odpoczynku przed kominkiem, w towarzystwie posłusznego ducha ognia.

Spiczasto fryzurzasty żywiołak macha na pożegnanie.

Podziel się z innymi:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

stat4u