// Chino-mania? | Włóczykije.eu

Chino-mania?

Wpis z 20 stycznia 2012, wstawiony przez

Nie masz już prawie na świecie rzeczy, która by nie pochodziła z Chin… Kurtka (niby producent francuski a sam towar z najprawdziwszej galerii), łyżwy (też jakby markowe), komórka, buty, nawet czosnek wszystko made in China. Trzeba się nieźle naszukać, żeby znaleźć polskie majtki czy skarpetki. I pewnie będzie jeszcze trudniej zważywszy, że prezydent gorliwie zachęca Chińczyków do inwestowania w Polsce… Cóż – jestem tylko humanistką i na ekonomii się nie znam. Nie bardzo jednak wierzę, że zalanie nas chińszczyzną (i co za tym idzie upadek wielu krajowych producentów?) może kraj (Europę?) „ocalić”. Podobnie jak nie przekonuje mnie stwierdzenie Pana Prezydenta, że „(…) Polska jest liderem wzrostu gospodarczego w Europie tak, jak Chiny są w tym regionie świata”.

Made in China

Hmmm… Jeśli jednak mamy z Chinami tak wiele wspólnego, to chciałabym przynajmniej poznać Państwo Środka od środka. I dlatego Chiny chodzą mi od jakiegoś czasu po głowie. Co konkretnie (oprócz miejsc typowo turystycznych ) chciałabym tam zobaczyć? Sama nie wiem… Wszystko zaczęło się od lektury książki Xinran Xue pt. „Dobre kobiety z Chin”. Reportaże chińskiej dziennikarki zrobiły na mnie ogromne wrażenie. „Dobre kobiety…” w żadnym wypadku nie są przykładem literatury podróżniczej. Autorka, na przykładzie kilkunastu historii różnych osób, przedstawia trudną sytuację chińskich kobiet i i pokazuje ich zmagania o lepsze życie.

Dobre kobiety z Chin. Glosy z ukrycia

Potem był film „W górę rzeki Jangcy” w reżyserii Kanadyjczyka Yung Chang. Klimat podobny… Zarówno Xinran, jak i Chang pokazują problemy współczesnych Chin, zwłaszcza rozwarstwienie społeczne, brak wolności słowa, biedę. Prezentują losy zwykłych ludzi, które niestety nie napawają optymizmem.

Ponieważ w naszych rozmowach Chiny pojawiają się coraz częściej wraz ze współautorem tego bloga wybraliśmy się ostatnio do Muzeum Azji i Pacyfiku na pokaz zdjęć z Państwa Środka połączony z prelekcją Michała Lubiny. Spodziewałam się zobaczyć egzotykę, orient, a tymczasem prelegent opowiadał (jakże ciekawie i z pasją) o… m.in. chińskich bolączkach – zatłoczonych dworcach i pociągach, cenzurze, zeświedczeniu itp. (Dla zainteresowanych – Muzeum regularnie organizuje przeróżne spotkania, prelekcje i wystawy związane tematycznie z Azją). Utwierdziłam się w przekonaniu, że Chiny to kraj absurdów (czyżby kolejna nasza wspólna cecha?) i kontrastów. Nie czuję się jednak zniechęcona – przeciwnie. Wyjazd wydaje się zatem realny. Ale to z pewnością w dalszej perspektywie. Póki co zadowolimy się obejrzeniem filmu poleconego nam przez Lubinę pt. „Żegnaj moja konkubino”, który podobno doskonale obrazuje, jak zmieniały się Chiny w XX w.

Żegnaj moja konkubino

Dotychczas nie udało się nam go zdobyć, a przyznam, ze mieliśmy nadzieję obejrzeć ten film w ostatni weekend, jedząc… chińczyka (po barach mlecznych nie ma przecież ani śladu).

Podziel się z innymi:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

stat4u