Drugi dzień naszej podróży po Nadrenii zaczął się deszczowo. Powoli zaczynam się przyzwyczajać do mokroci… Tym razem jednak obecność wody była nawet wskazana, ponieważ wybraliśmy się do źródła kultury europejskiej, a mianowicie do Aquae Grani zwanego także Akwizgranem czy też Aachen.
Oczywiście wybraliśmy się tam pociągiem, korzystając z fahrkarte spezial uprawniającego do podóżowania koleją pięciu osób za niecałe 40 euro przez cały weekend.
Wspomniany Akwizgran znany jest jako miasto Karola Wielkiego (choć niektórzy długo myśleli, że Aachen to dziura). Tymczasem w 765 r. władca imperium Karolingów wybrał je na stolicę swojego imperium. W roku 962 w katedrze akwizgrańskiej koronował się Otton I, a do roku 1531 trzydziestu jeden innych królów niemieckich. Nie mogło i nas w tym cudzie architektury zabraknąć.
Na ruinach pałacu Karola Wielkiego w XIV w. wybudowano imponujący rathaus, czyli ratusz. Mogliśmy się przekonać, że nie ma tam żadnych szczurów – przeciwnie – panuje niemiecki porządek.
Pomimo deszczu (mżawki, powiedzmy…) miło spacerowało się pośród brukowanych uliczek i uroczych kamiennic.
Na jednym z placów dzielny mieszkaniec miasta uparcie próbował zrobić jaskółkę. No cóż – jutro poniedziałek, czyli czas do pracy, a karnawał rozpoczyna się dopiero 16 lutego.
Ja natomiast trenowałam silną wolę. Na starym mieście kusiły nie tylko popularne w Niemczach kiełbaski, ale i lokalne łakocie.
Kiedy już złaziliśmy starówkę, udaliśmy się do pobliskiego parku. Jeśli ktoś nie wie, wyjaśniam, że od XVII w. Akwizgran był popularnym uzdrowiskiem (tryskają tu wody alkaliczno-siarczane) i miastem „rozrywkowym” z kasynami i salami balowymi. Niestety nie zabraliśmy kostiumów kąpielowych; mogliśmy jedynie popatrzyć z zazdrością na zażywających uciech w termach i pochodzić po kryjącym gorące źródła parku.
Wygłodniali (przynajmniej niektórzy z nas) powróciliśmy do Kolonii , gdzie czekała na nas smaczna nagroda:)
DAS ENDE!