Urlop w górach czy nad morzem? Zazwyczaj i jedno kusi i drugie nęci… Jeśli jednak nie możecie się zdecydować, tak jak my wybierzcie się do Barcelony. Stolica Katalonii leży nad Morzem Śródziemnym i trzeba przyznać, że ma wyjątkowo piękne nabrzeże. W górę od Barcelonetty (klin lądu za przystanią) ciągnie się aż sześć plaż miejskich z deptakami.
Z pewnością warto przyjechać tu również (a może zwłaszcza) zimą. Nasz lutowy pobyt nad morzem okazał się wyjątkowo przyjemny. Niskie jak na tę porę roku temperatury (czyli od 13 do 20 stopni…) nie odstraszały ani turystów, ani tym bardziej mieszkańców. O każdej porze dnia spotykaliśmy wyprowadzaczy psów, biegaczy lub po prostu spacerujących.
Co ciekawe na każdej z plaż czekały na nas całkiem dobrze wyposażone siłownie pod chmurką. Byliśmy zdziwieni, jakie kłębią się tu tłumy, zarówno młodych, jak i emerytów. W ogóle Hiszpanie zdają się lubić ruch na świeżym powietrzu. Niemal w każdym parku (a jest tu ich całkiem sporo) widzieliśmy joggerów lub ćwiczących.

Nie chciałam być gorsza od Katalończyków, więc dałam się namówić na dłuuugi i wyczerpujący trening na tutejszych urządzeniach. Jeśli jesteście nieco zdziwieni moim nakryciem głowy wyjaśniam. Nie przeszłam na islam. Chroniłam się jedynie przed wiatrem.
Nie widzieliśmy za to zbyt wielu kąpiących się. Prawdę powiedziawszy udało nam się naliczyć zaledwie dwóch osobników, którzy odważyli się wejść do wody i to w dodatku w piankach. Maciek (dla którego temperatura 16 stopni to już upał) postanowił pokazać tutejszym do czego służy morze. Rozebrał się do rosołu i…. dał nura w fale.
Trzeba przyznać, że wiele osób (plażujących w czapkach i puchowych skafandrach) patrzyło na niego z przerażeniem.
Będąc na wybrzeżu, kilkakrotnie zapuściliśmy się też w okolice Port Olimpic i tutejszej mariny, gdzie parkują luksusowe łodzie i jachty. Robią wrażenie. Nie ma co się jednak dołować, jeśli nie jest się właścicielem żadnego pływającego cuda. Pojazd można wypożyczyć (dość drogo, niestety).
W tej części wybrzeża mieszczą się też ekskluzywne bary, dyskoteki, restauracje, sklepy oraz kasyno, do którego mieliśmy ochotę wstąpić, by odegrać się za stratę 4 euro w loterii euromiliony… (Płacąc tę bajońską sumę za los byliśmy wręcz przekonani, że wygramy).
Zamiast milionów euro zadowoliliśmy się wieczornymi spacerami po plaży, kiedy to jest tu najładniej i najspokojniej. Można włóczyć się wówczas do woli, i w dodatku za darmo.
A kiedy ma się już dość plaży wystarczy podnieść głowę, by w oddali bez trudu zobaczyć, porośnięte kaktusami, barcelońskie góry (czy wzgórza, jak kto woli).
Ale o nich innym razem. Dziś cieszmy się widokami morza. Również tymi z gór.
















