Po (i przed) przedostaniu się pociągiem przez wody morskie, pozostaliśmy przez dni parę w porcie zwanym Kopenhagą…

…który jednak w znacznym stopniu odwrócił się ku lądowi, poskramiając wodę w kanałach, czy płaskich wykresofontannach.

Dwunoga kopenhaska syrenka została przez ostatnie sto lat dwukrotnie zdekapitowana, a raz próbowano ją wręcz wysadzić w powietrze. Tylko wysiłki najlepszych ratowników pozwoliły ją ocalić. Patrzy więc tęsknie ku morzu (i pobliskim wiatrakom).

Krwawe (łupkowe?) losy trwają zresztą dalej – nawet w przybytku sztuki, jakim jest – ufundowana przez założyciela browaru Carlsberg – Glyptoteka, można napotkać na sceny odgłowień.

…by nie narazić się na trafienie do sali straconych. (Na pierszym planie po prawej uwieczniona ofiara Hannibala Lectera; w innych salach do kolekcji są ściany samych poobcinanych nosów i uszu.)

Nawet jeśli Loki został uwięziony w szklanej szkatule, jak w wiernie odtwarzającym nordycką rzeczywistość filmie Thor 2…

…ewentualnie znaleźć uczciwą pracę w bezpiecznym miejscu, jak zamek Christiansborg (obecnie siedziba rządu i parlamentu)…

…ale nawet najtęższe głowy uniwersyteckie nie zawsze dają radę, mimo dużej podaży rowerów studenckich w okolicy, które powinny wszakże ułatwić ucieczkę.

Inna sprawa, że Kopenhaga od początku nie świeciła przykładem pod względem statuaryzmu (rzeźbowego odpowiednika humanitaryzmu).

Gefion, założycielka Kopenhagi, orząc pełne granitowych bloków lasy Zelandii, by stworzyć ziemię pod miasto, batożyła czterech swoich synów – uprzednio zamienionych w woły. (Fontannę oczywiście współfinansowała Fundacja Carlsberga.)
Pełną legendę można przeczytać tutaj.

Stąd zwierzeźby czują się szczególnie zagrożone. Niektóre niedźwiedzie nie schodzą wręcz z ratuszowego dachu.

Trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę, jaki los spotkał ich polarnego kuzyna, nadzianego na krzywą trendu wzrostu emisji dwutlenku węgla (po prawej, pod dachem dawnej giełdy – funkcjonującej w tym miejscu od 1625 do 1974 r. – z czterema smokami o splecionych ogonach).

Pozostaje zatem próbować radzić sobie z zastałą sytuacją wedle możliwości, czy to inwestując w system wczesnego ostrzegania vel straży sąsiedzkiej…

…ewentualnie w fontannę. W tle, na tle parku rozrywki Tivioli (drugiego najstarszego w Europie), mistrz drugiego planu przy/prawie na rowerze publicznym.

Niektórzy nie tylko wdrapywali się na dachy, ale i chowali między nimi, jak widoczny na zdjęciu pan Piotr.

Pytaniem otwartym, czy te które przyszły w pierwszej kolejności – widoczne po prawej – dadzą radę stawić opór krwiożerczym rzeźbom i strasznym statuom. Czy też trzeba będzie wezwać wzmocnione posiłki?