Ósmego dnia, zamiast odpoczywać, wyruszyliśmy w dwudniową podróź klasyczną Trasą Polski Egzotycznej. Wystartowaliśmy z Zubrów przez Sokółkę, a stamtąd dnia kolejnego do Gruszek, by w Mikaszówce wrócić na GreenVelo. Na co natrafiliśmy na trasie?

Oparliśmy się pokusie ucieczki na Białoruś, choć Straż Graniczna wyraźnie podejrzewała, że ruszymy na granicę.

Nie chcąc narażać cierpliwość strażników, przystanęliśmy tylko na chwilę, by przyjrzeć się przepędzanym przez dziki wschód stadom krów…

Choć trzeba przyznać, że jedzenie u Dżennety Bogdanowicz było dobre (jak widać po listkowcu na zdjęciu)…

Bez większych problemów zdołaliśmy zatem zobaczyć meczet z przełomu XVIII i XIX wieku nie tylko od zewnątrz…

Zdołaliśmy też zobaczyć pojazdy zabytkowe, jak widać po tablicy rejestracyjnej. (Swoją drogą, większość osób po skończeniu studiów spełnia kryteria zabytkowości.)

Oczywiście, jak to na trasie rowerowej, widać też było pojazdy przyszłości, choć w tym przypadku najwyraźniej nie wszyscy użytkownicy jeszcze zorientowali się, jak z nich korzystać.

Na szczęście my przedostaliśmy się bez większych problemów i mogliśmy wkrótce cieszyć się bardziej urozmaiconą rzeźbą terenu.

Jako że po naszym przybyciu ratownik już się zbierał, nie skorzystaliśmy z możliwości kąpieli w Zalewie Sokólskim.

Hotel dostosowany był do goszczenia potencjalnych kontrahentów ze wschodu, zapewniono więc naczynia na napoje gorące, zimne i zmrożone.

Nie wykorzystawszy wszystkich naczyń, następnego dnia wstaliśmy wcześnie i wyruszyliśmy w dalszą podróż krajo- i religioznawczą. Zobaczyliśmy zarośnięte pozostałości po żydowskim cmentarzu w Sokółce…

…i będący w nieco lepszym stanie kościół w Siderce (pierwotnie będący cerkwią unicką, następnie prawosławną, a od 1920 r. – świątynią katolicką).

Oparłszy się ponownie pragnieniu przejechania na Białoruś, zawróciliśmy z DW670 (równej i pustej – doskonale nadającej się do jazdy na rowerze) i zajrzeliśmy do sanktuarium w Różanymstoku (dawniej Krzywym Stoku, jednak PR działa).

…jednak ostatecznie odpuściliśmy sobie, uznając że zobaczymy jeszcze niejeden kościół. I tak też się stało, m.in. w Lipsku (podlaskim, nie niemieckim).

Choć miejscami, po daremnych poszukiwaniach, można było podejrzewać, że została po nich… kamieni kupa.

Nawypatrywawszy się, zdołaliśmy w końcu wypatrzeć nasz nocleg na noc. Mieliśmy do dyspozycji wszystkie dziesięć miejsc noclegowych w jednym z wielu gosdodarstw agroturystycznych w Gruszkach, jak też kuchnię, balkon…

…miejsce na ognisko, staw i łódkę. Po nieco ponad 80 km tego dnia, niektórzy jednak już byli skupieni na planowanym na kolejny dzień powrocie na łaskawe łono GreenVelo.