Pewnego lata nad krajem naszych sąsiadów zawisły ciemne chmury. Mieszkańcy południowo-zachodniej części Wyżyny Dieczyńskiej wpadli w panikę, ponieważ na kilka dni zgasło u nich słońce, świat spowiły gęste mgły i zaczęło padać.

Niemal wszyscy stracili już nadzieję na słoneczne lato. Nikt nie wiedział, co się stało. Na szczęście o całej sprawie usłyszeli supertajni superbohaterowie z Kaczogrodu, którzy postanowili przybyć zdesperowanym sąsiadom na ratunek. (Wszelkie pogłoski o ponadprzeciętnie długich kłach mieszkańców Kaczogrodu i ich zamiłowaniu do krwistych dań należy oczywiście włożyć między bajki, a przynajmniej opowiadania grozy.)

By nie budzić niczyich podejrzeń, tajniacy dotarli na miejsce pociągiem.

Trzeba przyznać, że nie afiszowali się zbytnio.

Mimo to złe moce dowiedziały się o ich misji i postanowiły sprzątnąć Kaczogrodzian z tego świata.

Na szczęście superagenci byli czujni i wiedzieli, jak wtopić się w tło.

Przybysze w mig dotarli w Tiské stěny.

Potem, dla bezpieczeństwa, wystarczyło się tylko zaczaić i już można było działać.

Superherosi musieli poruszać się ostrożnie, bo…

…licho nigdy nie śpi.

Celem ich akcji bylo znalezienie Władcy Mgieł. By go odszukać, trzeba było wejść w każdą dziurę…

…umieć przecisnąć się przez najmniejszą szczelinę…

…. a nawet zejść do podziemi.

Podczas misji cały czas należało mieć oczy dookoła głowy i stale oglądać się za siebie.

I najważniejsze – nie dać się przestraszyć…

…a w razie niebezpieczeństwa, wykorzystać super moce.

Zdarzało się i tak, że zły los rzucał naszym superbohaterom kłody (a konkretnie głazy) pod nogi (a konkretnie na głowy). Ale i z tym umieli sobie poradzić.

W końcu, Polak potrafi…

Chodziło o to, by dostać się do tajemnej siedziby Władcy Mgieł i go powstrzymać.

Szczerze mówiąc, nie było to łatwe we mgle; kierunkowskazy też za bardzo nie ułatwiały sprawy…

Na szczęście na drodze przybyszów usiadł leśny dziadek, który za flaszkę i kilka koron podpowiedział naszym superherosom to i owo.

Wiedzieli, że rozwiązanie sprawy jest blisko, toteż czuli się jak zwycięzcy.

Z tej radości skakali jak głupi i prawie dali się złapać..

Nie wiedzieli bowiem, że każdy ich ruch obserwują oczy lasu.

Kaczogrodzianie za wcześnie spoczęli na laurach, byli pewni, że już za chwilę złapią Władcę Mgieł…

Tymczasem świat znów spowiła mgła i zrobiło się strasznie. Wszystko wskazywało na to, że coś jest nie tak.

„Nie ma co zwlekać, trzeba się zakapturzyć i uciekać” – krzyknęła agentka z Polski.

Szybko jednak pojęła, że nie ma czasu i lepiej wtopić się w tło.

Władca Mgieł był bezlitosny. Zaczął zrzucać z nieba ogromne głazy. Trochę się jednak przeliczył. Heros z Polski odzyskał siły i bez trudu zatrzymał spadającą na niego skałę…

…oraz zatrzymał osuwający się blok skalny.

„Nie wygrasz z nami” – powiedziała dumnie heroska. „Już prawie cię namierzyliśmy”.

Wystarczyło już tylko wdrapać się na pobliską skałę…

…i pokonać wodospad, by…

…znaleźć chatę Władcy Mgieł. Opis walki dobra i zła pominiemy, mając na uwadze młodszych czytelników, tak bardzo zażarty był to pojedynek.

Najważniejsze, że po jej rozstrzygnięciu świat zalały promienie słońca.

Superbohater z Polski doznał oświecenia. „Zwyciężyliśmy” – zawołał.

Bóstwa lasu wyraźnie sprzyjały teraz przybyszom.

Przyroda promieniała z radości…

… i zachęcała tajniaków do odpoczynku po ciężkiej misji.

Kaczogrodzianie byli jednak ostrożni. Zamiast leżeć na widoku, woleli się wtopić w tło.

To wychodziło im najlepiej.

W końcu nadszedł jednak czas powrotu tajniaków do kraju. Misja zakończona sukcesem!