To nie był maj, ale spacer po Saskiej Kępie sprawił nam wielką frajdę. Wystarczyło przejść (w niezbyt wygodnych butach) Most Poniatowskiego, by znaleźć się z dala od hałaśliwego i tłocznego centrum. Wyposażeni w niezawodny spacerownik po Warszawie, ruszyliśmy „szlakiem” modernistycznych willi pamiętających czasy międzywojnia. Kilka z nich zwróciło naszą uwagę.

Willa warszawskiego farmaceuty Juliana Różyckiego
Na Saskiej Kępie urzekły nas jednak przede wszystkim cisza i duża ilość zieleni. Mało kto wie, że w latach 30-tych planowano tu realizację koncepcji Miasta Ogrodu – osiedla z luźną zabudową i dużą liczbą parków. Nic dziwnego, że tak chętnie odpoczywali tu intelektualiści, dyplomaci i artyści.
A skoro już o artystach mowa, nie mogliśmy odmówić sobie pamiątkowego zdjęcia przy pomniku najpopularniejszej chyba mieszkanki Saskiej Kępy – Agnieszki Osieckiej. Poetka ceniła sobie tę dzielnicę za „odrobinę dekadenckiego wdzięku, zapach mocnej kawy i pozbawioną ostentacji sympatię dla starych zasad”.
Zmęczeni ponad dwugodzinnym łazikowaniem pośród starych willi i ambasad, postanowiliśmy przysiąść w jednej z licznych kawiarenek przy ul. Francuskiej.
Wybraliśmy kameralną i nieco staromodną (ale jakże sympatyczną) herbaciarnię Tea Room. Wybór był trafny! Mogliśmy się przekonać, że Saska Kępa nadal pozostaje jednym z ulubionych miejsc artystów. Nie spodziewaliśmy się, że będziemy pić latte w towarzystwie gwiazd (seriali). Niestety nie mieliśmy śmiałości poprosić o autografy.