Chyba się starzeję, bo ostatnio mam wrażenie, że czas płynie coraz szybciej i szybciej, jakby uciekał przez palce. W każdym razie jest go coraz mniej na drobne przyjemności. Codziennie obiecuję sobie, że „już jutro” usiądę z książką i kubkiem kakao na kanapie albo że obejrzę film. Ale jakoś mi to nie wychodzi… Bo kiedy w końcu wszystko, co trzeba było zrobić, jest już dokończone, nagle okazuje się, że na inne rzeczy jest już ZA PÓŹNO… Niby jeszcze by można, ale już po chwili pojawia się myśl, że przecież o 6 rano zadzwoni budzik … Hmmm, ta dorosła logika zdecydowanie mi się nie podoba!!! Bo chyba chodzi właśnie o to, żeby na wszystko był czas???

Gdy było zdecydowanie zbyt późno, żeby czytać, w ręce wpadło mi... "Zbyt późno". Co za ironia...










