Dwutygodniowe ferie to prawdziwy luksus! Tym razem spędziliśmy je na Półwyspie Apenińskim. Dość kiepsko znosimy wysokie temperatury (odsyłam do wpisu o spływie Dyją), więc zamiast gorących wysp, wybraliśmy się do Włoch, a konkretnie do Rzymu. Był to rodzaj kompromisu pomiędzy mrozem a tropikami. W Wiecznym Mieście średnia temperatura w styczniu wynosi ok. +17 stopni. Biorąc pod uwagę, że w dniu naszego wyjazdu (końcówka stycznia) w Warszawie było –8, a w Wiedniu ok. –10 (jak zwykle podróżowaliśmy pociągiem i, aby urozmaicić sobie wycieczkę, 2 dni spędziliśmy w stolicy Austrii), amplituda była duża. Maciek w każdym razie nie mógł odżałować zimy…
Zimowe zaułki, przyjazne przytułki
Wreszcie nadeszła długo oczekiwana zima oraz niemal równie długo oczekiwany wpis na blogu. Niestety, zbyt wysoka zawartość codzienności w dniach ostatnich (i, niestety, zapewne najbliższych) miesięcy, uniemożliwiła znacznie częstsze umieszczanie notatek dla rzeszy naszych wiernych czytelników.
Wola kontrastów
Wracamy po prawie trzymiesięcznej przerwie! Jeśli jesteście ciekawi, gdzie się podziewaliśmy przez ten czas, odpowiadam: Zwiedzaliśmy otwockie i warszawskie markety budowlane, sklepy meblowe, dywanowe, salony hydrauliczne i inne świątynie handlu, których nie da się ominąć, jeśli chce się przeprowadzić REMONT. Co za okropne słowo! Aż ciarki przechodzą. Jesteśmy już na szczęście (Chwała niebiosom!) po R… i możemy powrócić do naszych relacji z wypraw dalekich i nie tylko.
Dziś kilka refleksji, a dokładniej kilka zdjęć, ze spaceru po ulicach warszawskiej Woli. Będąc w tych okolicach, łatwo zauważyć architektoniczny miszmasz. I nic w tym dziwnego. Wola była dawniej dzielnicą typowo przemysłową, stąd tak wiele tu pozostałości po fabrykach i zakładach rzemieślniczych. Dziś dzielnica ta, ze względu na swoje bliskie sąsiedztwo z centrum, staje się coraz bardziej atrakcyjna dla inwestorów i mieszkańców.
Naszą włóczęgę rozpoczęliśmy od ul. Pańskiej, która w XVIII w. nosiła nazwę Wspaniałej. Dziś trochę trudno tak ją nazwać, choć staje się coraz bardziej modna. Obok wielu zaniedbanych kamienic i nieczynnych już sklepów, w których przed wojną i po wojnie kwitł handel, powstają ekskluzywne apartamentowce, biurowce, restauracje i butiki.
Za fasadami Amsterdamu

Historyczne centrum holenderskiej stolicy rozrastało się nie tylko w głąb lądu, lecz również w głąb morza. Kolejne kanały, śluzy i tysiące pali pozwalały miastu rozwijać się na północ. Siedemnasto- i osiemnastowieczna niderlandzka myśl urbanistyczna była co najmniej równie efektywna co współczesna praktyka polska (i zdecydowanie bardziej efektowna).
Podróż po podyjskim parku
Pozostajemy w klimacie morawskich „ochów” i „achów”. Dziś kilka słów o najmłodszym czeskim parku narodowym – „Podyje” położonym, jak sama nazwa mówi, wzdłuż 40-kilometrowego odcinka rzeki Dyja, między Wranowem a Znojmem. Choć park został założony dopiero w 1991 r., przyrodę na tym terenie chroniono już w XIX w. Przyczynił się do tego polski magnat, hrabia Edward Stadnicki herbu Szreniawa, a potem jego syn – Adam.
W trójkącie dyjskim
Pochłonięci remontem, z tęsknotą wspominamy nasze morawskie wojaże. Zgodnie z obietnicą tym razem napiszemy o czeskiej przyrodzie, a konkretnie o dolinie rzeki Dyja (niem. Thaya) będącej granicą pomiędzy Czechami, Austrią, a na krótkim odcinku również Słowacją.
Romantyczna kraina winem płynąca
Jak tysiące polskich turystów postanowiliśmy spędzić wakacje na południu Europy (mniej-więcej…). Nic w tym dziwnego. Po wielu wyprawach w strugach deszczu chcieliśmy w końcu wypocząć pod bezchmurnym niebem i cieszyć się malowniczymi widokami skąpanych w słońcu miasteczek i wsi.
Po prędce po Pradze
Obiektem naszego zainteresowania okazały się ostatnio Czechy, kraina nie tylko knedliczek i piwa, jak widziałyby to niektóre agencje turystyczne, lecz również nader bogatej wielokulturowej historii. Od Habsburgów, przez Czechosłowację, po Republikę Czeską, potykając się po drodze o Husytów, Czesi dorobili się wielu wspomnień i pamiątek. Poza złowieszczymi szpikulcami, którymi jeżą się praskie kościoły i ratusze…
…jedną z ciekawszych wizualnie kategorii tychże są przeróżne rzeźby, które zdobią czeska Pragę – od najsławniejszych ustawionych w dwuszeregu na moście Karola, po czyhające na fasadach urzędu miasta. Warto czasem przystanąć i zobaczyć, co mają do powiedzenia. Czytaj dalej
Po południu po południowych Morawach
Choć ciągłe podróże, jak też konieczność nieustannego samodoskonalenia pochłaniają nadmiar i niedomiar czasu, Włóczykije bynajmniej nie ustają w wysiłkach umilenia innym życia poprzez dzielenie się owocami (a czasem i warzywami) swoich podróży. Tym razem stopy, a raczej tory, zaniosły podmiot liryczny na samo południe Czech i Moraw, na pograniczu czechosłowackim i granicy z nie połączonymi już nawet łącznikiem Austro-Węgrami.
Migawka z Ziemi Świętokrzyskiej
Kilka dni temu przyszło mi być na Ziemi Świętokrzyskiej, a dokładnie na Kielecczyźnie, gdzie (jak chwalą się mieszkańcy) „do dnia dzisiejszego cieszą oczy stare zamki i pałace, gdzie znajduje się najsłynniejsza wioska w Polsce i jeden z najpiękniejszych zespołów klasztornych”.
Faktycznie, atrakcji turystycznych jest tu wiele, począwszy od datowanego na 1200 lat dębu Bartek, przez Łysicę po dawny klasztor ojców benedyktynów na Świętym Krzyżu. Mnie najbardziej zainteresowały dwa zamki – jeden królewski w Chęcinach z przełomu XIII i XIV wieku, drugi w miejscowości Ujazd. Czytaj dalej









